NewsWiadomości BieszczadyWyróżnione

„Niedźwiedzie napulchniają ziemię, ale czy sieją też strach na Podkarpaciu?”

Petardy, krzyki, syreny i światła samochodów — tak dziś wygląda rzeczywistość mieszkańców części Podkarpacia. Ludzie próbują w ten sposób odstraszać niedźwiedzie, które coraz częściej podchodzą pod domy i gospodarstwa.

Mieszkańcy Wołkowyi mówią wprost: strach rośnie z tygodnia na tydzień. Niedźwiedzie przestały uciekać na widok człowieka. Pojawiają się przy śmietnikach, sadach, a nawet tuż obok zabudowań. Wieczorami słychać petardy i alarmy mające odstraszyć drapieżniki.

Ludzie boją się wypuszczać dzieci po zmroku. Wielu mieszkańców przyznaje, że po zmroku wychodzą z domu tylko z latarką i gazem pieprzowym. Rolnicy alarmują o zniszczonych ulach i zwierzętach gospodarskich.

Tymczasem politycy i część ekologów uspokajają, że niedźwiedzie są ważnym elementem przyrody i „napulchniają ziemię”, rozkopując ściółkę w lesie. To częściowo prawda — zwierzęta podczas szukania pożywienia rzeczywiście mieszają glebę i rozsiewają nasiona. Jednak mieszkańcy Bieszczadów odpowiadają krótko: teoria teorią, ale oni żyją dziś w ciągłym strachu.

Coraz więcej osób pyta, czy musi dojść do tragedii, zanim problem zostanie potraktowany poważnie. Mieszkańcy Podkarpacia oczekują konkretnych działań i lepszego zabezpieczenia terenów, zanim niedźwiedzie całkowicie stracą lęk przed człowiekiem.